- Obiecaj mi, że będziesz cały czas do mnie dzwonił. Obiecaj.
- Obiecuję, kochanie - patrzy na mnie wzrokiem pełnym smutku. - Chciałbym, żebyś poleciała ze mną.
- Wiesz, że nie mogę...
- Wiem. I dobija mnie to - powiedział, po czym mnie pocałował. W tym samym momencie spojrzeliśmy na trenera, który wskazywał na drzwi. - Muszę już iść.
- Powodzenia! Przywieź medal!
Wiecie, życie ze sportowcem jest czasem naprawdę ciężkie. Cały czas ma jakieś wyjazdy, turnieje. Brakuje mi go. Bardzo. Teraz, na przykład, leci na igrzyska. Strasznie chciałabym tam z nim być. No dobra, z nimi wszystkimi. Ale nie mogę, lekarz zabronił mi latać. Coś może się stać dziecku.
Nie, On jeszcze nie wie. Powiem mu, jak wrócą.
Z zamyślenia wyrwał mnie jego krzyk.
- KOCHAM CIĘ!!!
~*~
- Pamiętasz to, Ola? Tylko ty wiedziałaś o maluszku.
- Strasznie się na nim zawiodłam, wiesz? Zwiał, kiedy tylko usłyszał o ciąży.
- On był młody. Nie winię go - powiedziałam bliska płaczu. Oczywiście, że go winiłam. Mówił, jak bardzo mnie kochał. Mówił, że nigdy mnie nie zostawi. Mówił, że chce wziąć ślub i założyć ze mną rodzinę. I co? Gówno. Teraz siedzę przed jego grobem, z przyjaciółką i dzieckiem na rękach.
- Widzę właśnie. Dobra, chodźże już stąd, bo zamarzniemy - mówi, po czym bierze mnie za rękę, ale ja się wyrywam i ponownie siadam na ławeczce. Mój syn patrzy na mnie podejrzliwie, ale tylko się uśmiecham i kiwam głową na znak, że wszystko jest w porządku.
- Weź Miśka, ja jeszcze zostanę.
Ola bierze go na ręce, daje mi buziaka w policzek i odchodzi. A ja odwracam się w stronę Jego grobu i zaczynam płakać. Nie mogłam tego zrobić przy Michałku, bo zobaczyłby, że tak naprawdę wcale nie jestem tak silna, jak mu się wydaje.
- Jak? Nawet nie chcę wiedzieć. Chociaż jeszcze niedawno, kiedy tylko się dowiedziałam, miałam palącą potrzebę zatelefonowania do twojej matki. Ona pewnie wszystko by mi powiedziała. Ale zrezygnowałam. Wiesz dlaczego? Bo mam do ciebie żal za to co mi zrobiłeś. I chciałabym być obojętna na to, że nie żyjesz. Chciałabym nie płakać za każdym razem kiedy tylko usłyszę twoje nazwisko. Chciałabym być silna, ale nie potrafię. Nie w tej sprawie. Bo tak naprawdę wciąż cię kocham. Na zabój - przerywam, bo wzbiera się we mnie kolejna fala płaczu. Moje własne słowa mnie do tego doprowadziły? Nieźle - nagradzam się w duchu. Ale to wcale nie jest miłe uczucie. - W tej chwili mam ochotę dać ci z liścia, ale to niemożliwe. Dzięki - zaczynam się śmiać sama z siebie. Muszę w tej chwili wrócić do domu, inaczej całkowicie się rozkleję. Albo zwariuję. Co kto woli. - Idę. Wracam do naszego syna, bo Ola go zabrała. Nie chciałam, żeby patrzył na swoją matkę, która rozpada się na kawałeczki. Niedługo wrócę, obiecuję i wszystko ci o nim opowiem.
Chwilę później jestem już za bramą cmentarza. Kiedy już mam otwierać drzwi samochodu, nagle ktoś mnie odwraca. Krzysiek.
- Cześć, Krzysiu. Niestety nie mam czasu na rozmowę, muszę wracać do dziecka.
- Płakałaś - stwierdza.
- Tak, niestety. Wiem, kiedyś rzadko mi się to zdarzało, ale ostatnio jest ze mną coraz gorzej. A teraz już naprawdę muszę iść.
- Okay, idź do Miśka. Zobaczymy się niedługo?
- Jak dasz mi bilety na jakiś mecz, to zobaczmy się na stówkę - mówię, po czym oboje zaczynamy się śmiać. - To co, umowa stoi?
- Masz to jak w banku! - krzyczy i całuje mnie w policzek. - Ja też teraz do niego idę. Jedź ostrożnie.
- Będę, Igła. Będę.
Byłeś dla mnie kimś więcej niż wszystko.
Mam nadzieję, że nie żałowałeś.
~*~
UWAGA, UWAGA!!!
Rozdziały będą krótkie.
I proszę was bardzo, żebyście się nie czepiały o tą długość :P
No.
Mam nadzieję, że wam się podoba, bo jak dla mnie, jest całkowicie beznadziejny.
Nie wiem, kiedy będzie następny.
Buuziaki ;*
Ola bierze go na ręce, daje mi buziaka w policzek i odchodzi. A ja odwracam się w stronę Jego grobu i zaczynam płakać. Nie mogłam tego zrobić przy Michałku, bo zobaczyłby, że tak naprawdę wcale nie jestem tak silna, jak mu się wydaje.
- Jak? Nawet nie chcę wiedzieć. Chociaż jeszcze niedawno, kiedy tylko się dowiedziałam, miałam palącą potrzebę zatelefonowania do twojej matki. Ona pewnie wszystko by mi powiedziała. Ale zrezygnowałam. Wiesz dlaczego? Bo mam do ciebie żal za to co mi zrobiłeś. I chciałabym być obojętna na to, że nie żyjesz. Chciałabym nie płakać za każdym razem kiedy tylko usłyszę twoje nazwisko. Chciałabym być silna, ale nie potrafię. Nie w tej sprawie. Bo tak naprawdę wciąż cię kocham. Na zabój - przerywam, bo wzbiera się we mnie kolejna fala płaczu. Moje własne słowa mnie do tego doprowadziły? Nieźle - nagradzam się w duchu. Ale to wcale nie jest miłe uczucie. - W tej chwili mam ochotę dać ci z liścia, ale to niemożliwe. Dzięki - zaczynam się śmiać sama z siebie. Muszę w tej chwili wrócić do domu, inaczej całkowicie się rozkleję. Albo zwariuję. Co kto woli. - Idę. Wracam do naszego syna, bo Ola go zabrała. Nie chciałam, żeby patrzył na swoją matkę, która rozpada się na kawałeczki. Niedługo wrócę, obiecuję i wszystko ci o nim opowiem.
Chwilę później jestem już za bramą cmentarza. Kiedy już mam otwierać drzwi samochodu, nagle ktoś mnie odwraca. Krzysiek.
- Cześć, Krzysiu. Niestety nie mam czasu na rozmowę, muszę wracać do dziecka.
- Płakałaś - stwierdza.
- Tak, niestety. Wiem, kiedyś rzadko mi się to zdarzało, ale ostatnio jest ze mną coraz gorzej. A teraz już naprawdę muszę iść.
- Okay, idź do Miśka. Zobaczymy się niedługo?
- Jak dasz mi bilety na jakiś mecz, to zobaczmy się na stówkę - mówię, po czym oboje zaczynamy się śmiać. - To co, umowa stoi?
- Masz to jak w banku! - krzyczy i całuje mnie w policzek. - Ja też teraz do niego idę. Jedź ostrożnie.
- Będę, Igła. Będę.
Byłeś dla mnie kimś więcej niż wszystko.
Byłeś moim powietrzem.
Moim przyjacielem.
Moją opoką.
Kochałam cię jak nikogo innego.
Mam nadzieję, że ty mnie też.
~*~
UWAGA, UWAGA!!!
Rozdziały będą krótkie.
I proszę was bardzo, żebyście się nie czepiały o tą długość :P
No.
Mam nadzieję, że wam się podoba, bo jak dla mnie, jest całkowicie beznadziejny.
Nie wiem, kiedy będzie następny.
Buuziaki ;*