środa, 3 grudnia 2014

drugi.

Czy ktoś doprowadził cię kiedyś do takiego stanu, w którym kompletnie nie wiesz co ze sobą zrobić? 
Jeśli tak, to świetnie, będziesz wiedzieć co czułam. 
Jeśli nie... No cóż, kiedyś na pewno coś takiego przeżyjesz.
TY byłeś tym kimś, idioto. Ty.
Kiedy dowiedziałeś się o ciąży, nie powiedziałeś ani słowa i po prostu wyszedłeś z mieszkania. Właśnie wtedy tak się poczułam. 
Bezsilna. 
Niekochana. 
Niepotrzebna. 
Kiedy wróciłeś kazałeś mi spakować wszystkie swoje rzeczy i się wynosić. 
Nie chciałeś dziecka. Okay. 
Ale mogłeś mnie wyrzucić w trochę delikatniejszy sposób.
Poszłam do Olki, a ona chciała iść i ci wpierdolić (a wiesz, że byłaby do tego zdolna), ale jej zabroniłam. Nie mogła cię zmusić do bezgranicznego kochania tej małej istotki, która się we mnie wtedy rozwijała. Do kochania Michała.

- Mamusiu, a dlaczego jesteś cała czerwona? Płakałaś? - Ola popatrzyła na mnie wymownie, ale ja nie mogłam powiedzieć mu prawdy.
- Nie, kochanie, na dworze jest po prostu bardzo zimno.
- Alee...
- Wiesz co? Spotkałam wujka Igłę po drodze i obiecał, że załatwi nam bilety na najbliższy mecz, cieszysz się? - zapytałam syna, żeby zapomniał o wcześniejszym temacie. Wiem, że się domyślił, nie jest głupi. 
- BARDZOOO!!! Dawno nie widziałem wujków!
- No to niedługo zobaczysz. A teraz idź już spać, bo jest późno.
- Dobrze. Kocham cię! - powiedział i dał mi buziaka. Pożegnał się też z Olą i poszedł do pokoju.

- Wiesz, że długo nie będziesz mogła tego przed nim ukrywać. Kiedy mu powiesz, że on wcale nie był tylko twoim znajomym? - zapytała porządnie wkurzona, bo miała tego wszystkiego po dziurki w nosie. Ukrywania prawdy.
- W swoim czasie. Michał jest jeszcze za mały.
- Do cholery jasnej, czy ty nie rozumiesz?! Jest już wystarczająco duży, żeby poznać prawdę o swoim pieprzonym ojcu! - krzyknęła i wyleciała z mojego mieszkania jak strzała, trzaskając drzwiami. 
Jedna samotna łza spłynęła po moim policzku. 
Potem następna. 
I jeszcze jedna.
Czy ja zawsze muszę niszczyć wszystko, czego się dotknę? 
Wszystko, co jest dla mnie cholernie ważne?
Czy zawsze muszę odpychać ludzi, na których mi zależy?

Zadzwonił chwilę po tym, jak wyszłam z jego mieszkania. Nie odebrałam. 
Nie gonił mnie, bo mu zabroniłam. 
A może jednak wyszedł za mną? 
Może po prostu trzymał się w cieniu, żebym go nie zauważyła? 
Nie myliłam się co do tego.
- Dlaczego nie odbierasz telefonu, kochanie? - szepnął mi do ucha.
- Jezu - mruknęłam. - Chcesz żebym padła przez ciebie na zawał?
- Przepraszam.  Nie chciałem. I, błagam cię, nie uciekaj już więcej ode mnie. I nie płacz.
- Obiecałeś, że nigdy mnie nie skrzywdzisz. Złamałeś słowo. A teraz zejdź mi z drogi - powiedziałam twardo, jak na osobę, której łzy ciekną po policzkach. Ale on nie posłuchał. Złapał mnie mocno za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Kiedy zaczęłam się wyrywać, zacieśnił uścisk. - Puść mnie. 
- Nie. Nie pozwolę ci na to, żebyś zostawiła mnie w taki sposób.
"Nie trzeba było całować tej suki w progu twojego mieszkania" - pomyślałam.
- Puść mnie - powtórzyłam. - Proszę. Muszę to wszystko przemyśleć.
Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam smutek. Żal. Ból. I... miłość.
- Dobrze... - puścił mnie, a ja szybkim krokiem ruszyłam do swojego mieszkania. Nie obejrzałam się za siebie.

"Jest ta­ka miłość, która nie umiera, choć za­kocha­ni od siebie odejdą."

~*~
Uważam, że jest beznadziejny.
Ale mimo to, życzę miłego czytania.
Nie wiem kiedy następny...
Do napisania :)
Buuuziaki ;**